Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom
Podróże - Bez granic czyli dookoła świata
Maroko z tysiąca i jednej nocy



łódź dla dzieci Łódź dzieciom

Maroko to najstarsze na świecie królestwo islamskie, kraj w połowie drogi między Europą a Czarną Afryką. 


Od brzegu Hiszpanii dzieli je zaledwie 14 km wód Cieśniny Gibraltarskiej. Mieszkają tu głównie Arabowie oraz ludność rdzenna – Berberowie.

Jak dojechać?

Wyruszamy z Warszawy, aby po kilkunastu godzinach dojechać do Hamburga, skąd udamy się samolotem czarterowym do Adagiru, w Maroku. Po raz pierwszy jedziemy tak daleko z małym dzieckiem. Nasz synek w czasie wyjazdu skończy 17 miesięcy. Oczywiście zwykle pojawia się mnóstwo pytań w rodzaju, czy należy brać w daleką podróż tak małe dziecko. My stwierdziliśmy, że tak. Mamy nadzieję, że trudy podróży nie zmogą małego. Nawet, jeśli będzie bardzo gorąco, daleko od domu, męcząco i głośno, to przecież będzie z rodzicami. No i może zobaczy największą piaskownicę na świecie. Po raz pierwszy będziemy też w kraju afrykańskim.

MERITUM

Już pięć metrów od budynku lotniska dostaliśmy pierwsze zaproszenie do marokańskiego domu. Zaprosił nas policjant, którego zapytaliśmy o drogę do autobusu. Autobus był pełen pięknie ubranych pań z wymalowanymi henną rękami (z których jedna rozmawiała przez komórkę). Potem znaleźliśmy hotel i poszliśmy na plażę.

Agadir jest miejscem turystycznym, ale to jednak Marokańczycy stanowią zdecydowaną większość wypoczywających.

Miejscowość szczyci się ponad 300 słonecznymi dniami w ciągu roku i przyciąga licznych turystów, zarówno z Maroka, jak i z Europy. Największą miejscową atrakcją jest plaża miejska, na której możemy przyjrzeć się marokańskim plażowiczom: rodzinom, grupom przyjaciół, dziewczętom w strojach od maxi (tradycyjna dżellaba) do mini (strój kąpielowy) – szczególnie modne były w 2002 roku kolarki, założone pod strój kąpielowy – i amatorskim drużynom piłkarskim, spontanicznie tworzącym się na plaży. W mieście właściwie nie ma nic do zwiedzenia, zostało zniszczone w 1960 r przez trzęsienie ziemi i nie ma tu żadnych zabytków. Cały dzień można za to spędzić na plażowaniu. Chcieliśmy spacerować, ale Piotruś nam nie dał. Chciał bawić się w tej pięknej, wielkiej piaskownicy i zachwycony był całym otoczeniem - wspaniale uśmiechającymi się ludźmi, którzy chcieli się z nim bawić.

Łódź dla dzieci Łódź dzieciom  Piotrek i jego drużyna

Stwierdziliśmy też, że moglibyśmy łatwo zarobić fortunę każąc sobie płacić po 10 dirhamów za całowanie Piotrusia. Dodatkową atrakcją dla dzieci jest niewielkie ZOO. Najbardziej podobały nam się papużki inseparablki (albo po prostu nierozłączki) i kozy. Agadir to świetne miejsce na aklimatyzację i punkt wypadowy na krótką wycieczkę na południe. Widoki na półpustynny krajobraz nie zapierają tchu w piersi, chociaż całkiem spodobała nam się „mała Sahara” - kilka piaszczystych wydm, porośniętych suchoroślami, po których przechadza się stadko kóz i jedna krowa, pilnowane przez przesympatycznych miejscowych pastuszków. Tu zajeżdżają wycieczki turystów, którzy nie wybierają się na Saharę, ale chcieliby mieć zdjęcie „na pustyni”. Odwiedziliśmy niewielkie Tiznit – zwykłe miasteczko, otoczone imponującymi XIX-wiecznymi murami obronnymi o długości 5 km. Ostatnim punktem programu był park narodowy Sus-Massa, podobno doskonałe miejsce na obserwację ptaków. Niestety, ptactwo okazało się nieśmiałe i kryło w porastających brzegi rzeki gęstych trzcinach, pokazał się za to rzeczny żółw.

Agadir pożegnało nas jak starych znajomych. Nasza opinia o tym mieście będzie chyba różna od obiegowych. Mieszkaliśmy w dzielnicy tanich hotelików, w których zatrzymują się Marokańczycy, a nie zachodni turyści. Blisko meczetu, daleko od plaży, ale klimat wspaniały i autentyczny; bez folkloru pod przyjezdnych, bez pokazów, pseudonarodowych strojów itp.

Marakesz

Dotarliśmy do tego pięknego miasta i jakoś dotąd zaczepił nas tylko jeden naciągacz, co zadaje kłam obiegowym opiniom, rozpowszechnianym również przez nasz przewodnik.

Jest już porządnie ciepło - nie wiemy ile stopni, niestety nie ma już tego przyjemnego wiaterku, co na wybrzeżu, ale jest znośnie. Zamieszkaliśmy w hotelu na medinie, blisko słynnego placu Dzema el-Fna. Wszędzie mamy blisko, a Marokańczycy potwierdzają naszą opinię o nich jako o ogromnie gościnnym, przyjaznym turystom (zwłaszcza z dziećmi) narodem.

Marrakesz, „perła rzucona na Atlas” (wedle słów XII-wiecznej poetki), to jedna z dawnych stolic Maroka. Centralnym punktem miasta jest plac Dżemma El-Fna. Można tu wypić doskonały sok pomarańczowy, skosztować lokalnych przysmaków w jednej z licznych restauracji pod gołym niebem, rozstawianych o zmroku, pomalować ręce lub stopy henną, posłuchać bajarzy, muzykantów, podziwiać występy akrobatów, tancerzy, tresowanych małp i zaklinanych węży. Charakterystycznym akcentem są oryginalne czerwone nakrycia głowy nosiwodów. Paradoksalnie, nazwa tego tętniącego życiem placu oznacza „Zgromadzenie Umarłych”.

Łódź dla dzieci ŁÓdź dzieciom  Malwina i Piotrek w medresie Ben Jusuf

Plac Dżemma El-Fna otaczają wąskie uliczki medyny, czyli starówki, na których w ciągu dnia odbywa się targowisko. W zabytkowych domach mieszkają zwykli ludzie, na podwórkach mieszczą się przeważnie warsztaty rzemieślnicze, w których powstają misterne lampy, inkrustowane szkatułki i inne cacka. Zagłębiając się w gąszcz zaułków, można, inszallah, dotrzeć do jednego z licznych zabytków, np. do XVII-wiecznej medresy Ben Jusuf. Medresa to szkoła koraniczna średnego stopnia. Ta jet jedną z największych – mogło się tu uczyć kilkuset studentów! Założona przez dynastię Merynidów w XIV w, obecny wygląd zawdzięcza XVII-wiecznej dynastii Saadytów.  Budynek zbudowany jest na planie prostokąta, z wielkim dziedzińcem pośrodku. Basen pośrodku dziedzińca służy do rytualnych ablucji – obmycia się przed modlitwą. Arabowie od zawsze myli się 5 razy dziennie, w czasach, gdy w Europie rządzili królowie, którzy brali kąpiel raz do roku, „nawet jeśli nie było takiej potrzeby”. Po obmyciu ciała można było przejść do sali modlitewnej, w której bogato zdobiony mihrab wskazuje kierunek Mekki. Obok medresy mieści się meczet o tej samej nazwie, niestety, jak wszystkie meczety w Maroku (z wyjątkiem słynnego meczetu w Casablance), zamknięty dla innowierców.

Grobowce Saadytów – XVI-wiecznej dynastii królewskiej – przetrwały w ukryciu i zapomnieniu aż do 1917 roku. Zostały odkryte przez francuskich archeologów, którzy w celu dokonania pomiarów wybili dziurę w otaczającym meczet murze (do meczetu, jako niewierni, nie mieli wstępu). Grobowce należą do większego kompleksu budowli, na który składa się jeszcze meczet i pałac El-Bahia.

Jednym z naszych najulubieńszych miejsc w Marrakeszu był przylegający do placu Dżemma el-Fna park, w którym spędzaliśmy najgorętsze godziny dnia. Piotruś miał wtedy okazję pobiegać i pobawić się z miejscowymi kolegami, a my – podejrzeć wypoczywających mieszkańców miasta.

Kaskady Ouzoud to drugi pod względem wysokości wodospad w Afryce, największy w Maroku. My oglądaliśmy go podczas pory suchej, kiedy rzeka niesie niewiele wody – podczas pory deszczowej jest znacznie szerszy. Woda spada w dół z wysokości 100 m, tworząc kaskady i niewielkie sadzawki u podnóża. Brzegi rzeki porośnięte są gajem oliwnym, w którym harcują małpy. To miejsce popularne wśród turystów zarówno z Europy, jak i z Maroka.

Dalsza nasza wędrówka wiedzie przez góry Atlasu Wysokiego na wschód, poprzez hamadę - kamienistą pustynię, porośniętą rzadkimi kępami szarej, ostrej trawy. Tak wygląda większa część Sahary – widoczki z wydmami i palmami bynajmniej nie są dla tych rejonów typowe. Pustynia piaszczysta zajmuje zaledwie kilka procent powierzchnia Sahary i jest o tyle ważna, że tylko po piaszczystym podłożu mogły poruszać się karawany (kopyta wielbłądów nie są przystosowane do wędrówki po kamienistym terenie).

 Łódź dla dzieci Łódź dzieciom Wąwóz Todra

Docieramy do oazy Tinerhir, niewielkiego miasteczka, sąsiadującego z naszym celem – wąwozem Todra. Nazwa ta oznacza „piekielne szczęki”. Ściany wąwozu mają 300 m wysokości, a wrażenie klaustrofobii jest szczególnie silne w najwęższym miejscu, gdzie szerokość wąwozu wynosi zaledwie 10 m. Wspaniałe, pionowe ściany w rudym kolorze, kontrastują z błękitnym niebem. Todra jest niewielką, ale wartką rzeczką, nawadniającą okoliczne pola. U wejścia do wąwozu, nad rzeką, rozpościera się zielona oaza.

Łódź dla dzieci Łódź dzieciom  Erg Chebbi

Kierując się na wschód, ku granicy z Algierią, docieramy na najpiękniejszą część pustyni. Przed nami piaszczyste wydmy – Erg Chebbi, wysokie na 150 m i najwyższe w Maroku. Zielony pas ziemi uprawnej, nawadnianej wodą z rzeczki Ziz, oddziela wydmy od wioski Merzuga, w której stoi kilka hotelików. Tu nie marnuje się nawodnionej ziemi, żeby na niej mieszkać – każdy jej centymetr zajmują sady i ogrody. Prawdziwym bogactwem oazy są uprawiane tu daktyle. W pobliżu wioski rozstawione były namioty koczowników, a przy odrobinie szczęścia można było znaleźć miejsca, w których na powierzchni piasku osadzała się sól, błyszcząca oślepiającą bielą w promieniach słońca. Temperatury na pustyni były bardzo wysokie, ale dało się wytrzymać. Najgorętsze godziny spędziliśmy w pokoju. Najpiękniejszy spektakl natury na pustyni zaczyna się jednak o zachodzie słońca, kiedy piasek wydm zmienia kolory – od ziemnej żółci, poprzez ognisty pomarańcz i czerwień, aż po szarość. Wtedy warto podnieść wzrok w górę – nigdzie na świecie nie ujrzymy tylu gwiazd. Gdzieś tam jest planeta Małego Księcia... Wieczór na pustyni to niesamowite przeżycie - jedyne w swoim rodzaju. Na szczycie wydmy wyjęliśmy łopatkę, grabki i foremki, po czym całą trójką bawiliśmy się piaskiem. Nocy na pustyni nie warto marnować pod dachem – śpimy na dachu hotelu, który nie ma dwóch czy sześciu gwiazdek, tylko całą galaktykę.

Zmęczeni upałem, udajemy się na północ drogą, wiodącą wzdłuż doliny rzeki Ziz. W pustynnym krajobrazie odznacza się ona wyraźnie zielenią palm daktylowych. Od czasu do czasu mignie nam za oknem studnia artezyjska. Z tych stron wywodzi się obecnie rządząca Marokiem dynastia Alawitów. Podróż z Merzugi do Meknes trwała ponad 10 godzin i na początku wymagała walki o miejsca siedzące. Autobus zatrzymywał się zdecydowanie za często, jak na nasze pragnienia i droga trwała 4 godziny dłużej niż podawał przewodnik. Dobrze, że autobus był klimatyzowany i było dużo miejsca na nogi!!! Poza tym, panował pełny, marokański folklor. Wcześniej jednak, trzeba było dojechać do autobusu. Do Merzugi nie dochodzi droga, trzeba jechać Landroverem lub busem przez pustynię. To było dopiero przeżycie!!!!

Kierujemy się na północny zachód i przez góry Atlasu Średniego docieramy do Meknes. Nazwa miasta jest skrótem od słów „miasto gajów oliwnych”. Meknes jest niespokojnym, żywym miasteczkiem o sporym zgiełku i mnóstwie stoisk handlowych na każdej ulicy mediny. Handluje się wszędzie i wszystkim. W XVI w. Meknes było stolicą Maroka, rządzonego przez Mulaj Ismaila – założyciela dynastii Alawitów. Miasto bywa nazywane, dość przesadnie, Wersalem Maroka – wybudowany tu pałac miał przewyższyć urodą siedzibę ówczesnego króla Francji – Ludwika XIV, z którym Mulaj Ismail korespondował, a nawet starał się o rękę jego córki. Z pałacu przetrwały głównie potężne mury zewnętrzne z przepiękną bramą Bab El-Mansur. Reszta kompleksu nie przetrwała trzęsienia ziemi w 1755 r.

Przed bramą pałacu rozciąga się rozległy plac, na którym rozkładają się liczne stoiska z pamiątkami. Szczególnie spodobała nam się barwna ceramika – kubki, misy, talerze i stożkowate gliniane naczynia do tajine – jednej z narodowych potraw. Wśród uliczek medyny kryje się maleńka, lecz przepiękna medresa Bu Inania, wzniesiona przez Abu Hassana z dynastii Merynidów. Funkcje uczelni religijnej spełniała do 1964 r., obecnie jest muzeum.

Ale Meknes to nie tylko muzea, świątynie i pałace. Zrobiliśmy tu sobie przyjemny spacer po miejscowym ogrodzie zoologicznym. Wieczorami odpoczywaliśmy na tarasie na dachu hotelu, skąd rozciągał się ciekawy widok i dochodziły nas wołania muezzinów.

W pobliżu Meknes znajduje się najświętsze sanktuarium w Maroku – Mulaj Idriss. Miasto kryje w sobie meczet z grobowcem Mulaja Idrysa – prawnuka Mahometa, pierwszego króla Maroka i założyciela dynastii Idrysydów. Uciekł on na peryferia ówczesnego świata arabskiego przed prześladowaniami kalifa Bagdadu Haruna al-Raszyda. Nawrócił mieszkających tu Berberów na islam i został ich wodzem – mulajem. Uznaje się go za twórcę państwa marokańskiego. Nie-muzułmanie nie mogą zwiedzać sanktuarium, ale i tak dokonał się pewien postęp – do 1917 r. za samo przekroczenie bram miejskich groziła niewiernym śmierć przez ścięcie. Jednakże, nawet przed szlabanem sanktuarium robiło duże wrażenie. Wspaniałe mozaiki, barwni ludzie – wielu z nich w tradycyjnych strojach, choć wielu ubranych po europejsku. Szkoda, że na zewnątrz i ludzie nie chcą dawać się fotografować. Przewodnik poleca tarasy, z których można zobaczyć sanktuarium z góry. My nie polecamy, bo niewiele z nich widać.

Łódź dla dzieci Łódź dzieciom  Volubilis, kolumnada

Pobliskie Volubilis to ruiny miasta, założonego w III w pne przez Kartagińczyków i podbitego przez Rzymian. W I-III w ne była to najdalej na północ wysunięta placówka Cesarstwa Rzymskiego. Po wycofaniu się stąd Rzymian, miasto zamieszkiwali Berberowie, Żydzi i Grecy. To właśnie tu schronił się Mulaj Idrys, po czym skłonił mieszkańców miasta do przeniesienia się w miejsce bezpieczniejsze z punktu widzenia obrony – położone na wzgórzu Mulaj Idriss. Ruiny Volubilis opustoszały. Ponownie odkryli je Francuzi w 1915 r. Większość domostw pochodzi z III w ne. Zwracają uwagę barwne mozaiki (m. in. Orfeusz z harfą, otoczony przez zasłuchane w jego muzykę zwierzęta, śpiąca Ariadna na plaży w Naksos, nereidy), kolumnada w Świątyni Jowisza i łuk triumfalny, wzniesiony na cześć cesarza Karakalli, który był pół-Rzymianinem, a pół-Berberem. Z większości domostw i świątyń przetrwały zaledwie kupki gruzu, porośnięte trawą i kwiatami. Z wysokości dwutysiącletniej kolumny spogląda na zwiedzających siedzący na gnieździe bocian.

Drogę z Meknes do Fezu pokonaliśmy pociągiem i po godzince komfortowej jazdy klimatyzowanymi wagonami, podobnymi do polskich (a może i nawet polskimi - podobno polskie wagony eksportowano do Maroka) dojechaliśmy do tego miasta.

Fez jest jednym z najstarszych miast Maroka, miejscem magicznym, niezwykłym i niesamowitym, z mediną jak z „Baśni z Tysiąca i Jednej Nocy”. Założył je w 789 r Idrys I, a rozbudował jego syn, Idrys II. Feska starówka, wpisana na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO, to „najbardziej skomplikowana mila kwadratowa na świecie”, a przekroczenie pięknej, zielono-lazurowej bramy Bab Bu Dżelud powoduje omalże przeniesienie się w czasie. Pięknie zdobione były też bramy meczetów (niestety, nie wolno nam ich przekroczyć), a nawet bramy zwykłych domów. Medyna Fezu niewiele zmieniła się od średniowiecza. Choć brama Bu Dżelud powstała w 1913 r., to idealnie wpisuje się w klimat otoczenia.

Łódź dla dzieci ŁÓdź dzieciom  Fez, Piotrek z kolegami

Plątanina zaułków i uliczek przyprawia o zawrót głowy. Plątanina uliczek; szerokich uliczek, które czasem wiodą donikąd, wąskich uliczek, które są ważnymi przejściami, średnich uliczek, zarośniętych podwórek, placyków, na których pracują rzemieślnicy... Niektóre ulice są tak wąskie, że nie mogą się na nich minąć nawet dwa osiołki, obładowane wszystkim, czym tylko da się osiołka obładować. Nie ma mowy o jakimkolwiek ruchu kołowym. W labiryncie uliczek kryją się perełki architektury, jak medresy Bu Inania i Attarine oraz duchowe centrum Maroka, uniwersytet Kajrawijn. Uczelnia jest miejscem świętym, niestety zamkniętym dla nie-muzułmanów, można jedynie zajrzeć przez otwartą bramę na dziedziniec. Wykłada się tu teologię islamską i prawo koraniczne, a tutejsi uczeni cieszą się ogromnym autorytetem w kraju i w całym świecie islamskim. Przejście z uliczek mediny do świątyni to jakby znalezienie się w innym świecie. Prosto z targu - rozkrzyczanego tłumu - wchodzi się np. do medresy, czyli szkoły koranicznej wyższego stopnia. Taka medresa, to po prostu oaza spokoju, piękne arabeski, rzeźbienia, fontanny, kafelki, itp. I cisza. A za drzwiami - "...one dirham, kup to, kup tamto, czemu nie chcesz kupić, tylko 20 dh, kup, kup..." Czasem głowa pęka.

 Łódź dla dzieci Łódź dzieciom Rabat, Szella

Rabat to obecna stolica Maroka, nowoczesne, ale niezbyt piękne miasto. Po wspaniałościach Fezu wydaje się trochę nieciekawy i zaniedbany. Za szerokie chodniki, za szerokie ulice, za mało osiołków. Ludzie też raczej ubrani po europejsku. Rabat, to po prostu duże miasto o dość europejskim charakterze, a przez to mało ciekawe. Ciekawa jest jednak droga z centrum miasta nad morze. Otóż najprościej na plażę idzie się przez... cmentarz. Dziwnym widokiem są ludzie z deskami windsurfingowymi i kocami, idący wśród nagrobków. Rabat może jednak poszczycić  się długą i ciekawą historią – znajdowała się tu osada rzymska, twierdza Almohadów, wyruszających na podbój Hiszpanii, i wreszcie piracka przystań, z której jeszcze w XIX wieku wypływały statki, siejące postrach wśród europejskich żeglarzy.

Z najdawniejszą przeszłością miasta można zapoznać się w ogrodzie Szella, który otacza ruiny rzymskiej osady Salla Colonia (I-IV w ne) – w większej części zamknięte dla zwiedzających, ponieważ wciąż prowadzone są tu badania archeologiczne. Obok znajdują się ruiny meczetu pogrzebowego dynastii Merynidów z nagrobkami m.in. „czarnego sułtana” Abu Hassana i jego ukochanej małżonki Szams Eddura (Jutrzenki) – nawróconej na islam Angielki. Nowszą budowlą jest grobowiec marabuta – świętego męża, do którego pielgrzymują zwłaszcza bezpłodne kobiety. W ogrodach swoją kolonię założyło stado bocianów – nigdy nie widzieliśmy tylu tych ptaków w jednym miejscu!

Kasba, czyli twierdza, wznosi się u ujścia rzeki Bu Regreg. To dawna twierdza piracka, stolica samorządnej republiki korsarskiej, postrach Atlantyku aż do XIX w. Miał tu być więziony m.in. Robinson Cruzoe.

Mieszkańcy miasta i turyście tłumnie odwiedzają mauzoleum Mohammada V, dziadka obecnego króla, który przywrócił Maroku niepodległość (1956), otoczonego powszechnym szacunkiem poddanych. Można wejść do środka i podziwiać złoty sarkofag, wykładany drogocennymi kamieniami. Obok znajduje się Wieża Hassana wraz z ruinami meczetu, który w zamierzeniu twórców miał być największym na świecie. Budowy jednak nie dokończono, a w 1755 meczet zrujnowało trzęsienie ziemi.

As-Sawira (Essaouira) to piękne, zabytkowe miasteczko, mekka windsurfingowców. Nazwa miasta oznacza „pięknie narysowana” i jest hołdem dla francuskiego architekta, jeńca, który zaprojektował układ ulic i europejskie umocnienia portowe. As-Sawira jest ważnym ośrodkiem rybołówstwa, w tutejszych wodach łowi się głównie sardynki. Wiejące tu silne wiatry, dziś przyciągające tu windsurfingowców, dawniej niosły żaglowce płynące w stronę Ameryki. W czasie naszego pobytu temperatura spadła do ok. 10 stopni, a w dodatku wiał silny wiatr!!! Całe szczęście, że mieliśmy w co ubrać dziecko (tzn długi rękaw i spodenki) bo sami solidnie zmarzliśmy. Pomógł nam dopiero zakup kurtek z wielbłądziej wełny.

Łódź dla dzieci Łódź dzieciom  Essaouira - widok z portu

Skala de Kasba to twierdza portowa z murami obronnymi, na których mieszczono hiszpańskie działa. Skalisty brzeg i dno uniemożliwiają atak od strony morza – żaden okręt nie dałby rady podpłynąć w tak niebezpieczne miejsce. Na horyzoncie widać Wyspy Purpurowe, nazwane tak od barwnika, pozyskiwanego z żyjących tam skorupiaków już przez Fenicjan. Tutejszą purpurą barwili swoje szaty rzymscy cesarze i europejscy królowie.

W mieście mamy okazję obserwować festyn z okazji zawarcia małżeństwa króla Mohammeda VI z królową Salmą – pierwszą marokańską królową, która ujawniła swoje imię i twarz poddanym.

Podsumowując nasz wyjazd - jest pięknie, kolorowo, powietrze pachnie inaczej i święcą inne gwiazdy. Spotkaliśmy wielu wspaniałych ludzi, doświadczyliśmy zaskakującej nas gościnności i serdeczności. A także potargowaliśmy się zdrowo, pooburzaliśmy na nieuczciwych naciągaczy, którzy niestety się tu zdarzają, powtórzyliśmy niezliczona ilość razy ¨non merci non merci NON MERCI¨... Jak to w Trzecim Świecie.

Maroko to świetny kraj na wakacje z dzieckiem, nawet bardzo małym. Nasze własne, półtoraroczne, przez większość czasu w Maroku właśnie się śmiało a przynajmniej uśmiechało. Do ludzi na ulicy, w autobusie, w pociągu, do kotków, osiołków, koni, kóz i piesków, do nas, a najbardziej do innych dzieci. Cały wyjazd przyniósł mu chyba jeszcze więcej radości niż nam i to chyba w tym jest najpiękniejsze.

Co/gdzie jeść

Z wyżywieniem w Maroku nie ma większego problemu. Nawet małe restauracyjki i niewielkich miasteczkach potrafiły nas zaskoczyć pysznymi potrawami, takimi jak tadżin z cytryną i oliwkami, albo z rodzynkami i melonem w Marrakeszu, omlet berberyjski w Warzazat, czy kalia na pustyni. Problem polegał na tym, że wielu kucharzy, gotując dla turystów, nie używa prawie przypraw, w związku z czym posiłek ma smak gotowanej marchewki. Można jednak próbować przyprawić danie samodzielnie, np. pikantną harissą. W każdym mieście były też sklepy, w których kupowaliśmy wodę mineralną, a także pieczywo, serki topione, dżem na śniadania i kolacje. Należy jednak stosować kilka podstawowych środków ostrożności – nie pić nieprzegotowanej wody ani napojów z lodem (nie wiadomo, z jakiej wody powstały kostki lodu), absolutnie nie jeść niedogotowanego mięsa, unikać lodów i gotowych sałatek, dokładnie myć i obierać owoce i warzywa. Potrawy, które jemy, powinny być świeżo przygotowane.

Dobra rada

Robiąc zakupy w niewielkich sklepach czy na targowisku koniecznie trzeba się targować. Jest to nie tylko korzystne dla naszego portfela, ale wręcz należy do zasad właściwego zachowania. Sprzedawca nie jest automatem, który ma jedynie zainkasować należność – targując się wchodzimy z nim w zupełnie inną, bardziej osobistą relację. Jedynymi miejscami, gdzie targować się nie należy, są większe sklepy, a także dworce i urzędy – czyli miejsca, gdzie wartość towarów i usług jest z góry określona. Sklepy z pamiątkami z ustalonymi z góry cenami są na ogół nieco droższe od straganów w medinie, choć oferowany w nich towar bywa lepszej jakości.

 

 

Malwina i Artur Flaczyńscy
 

 

 

Komentarze
Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Autor
Tytuł
Treść

Patronaty

Łódź dla dzieci, Łódź dzieciom
  Łódź Bajkowa – projekt, w ramach którego tworzony jest rodzinny szlak turystyczny po mieście Łodzi śladami małych pomników przedstawiających postaci z seriali dla dzieci i filmów Studia Małych Form Filmowych Se-ma-for.   

Facebook

Wydarzenia

Aby zobaczyć wydarzenia kliknij na dany dzień.

Wyszukiwarka