Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom
Czytelnia - Wywiady z
Cyrk to taka półbajka



łódź dla dzieci, łódź dzieciom

Clown Ferdynand Wspaniały, hula hop i antypody Duetu Syriusz, akrobacja na szarfach Wielisławy, Duet Fokus robiący to, co Duet Melkart Ball z „Mam Talent”, pokaz kóz i kucyków, to tylko część atrakcji Cyrku Arena. Pochodzą ze Starachowic, ale występują również w Łodzi. Mirosław i Agnieszka Złotorowicz wykupili pozostałości po upadłym kilka lat temu Cyrku Arena, który miał swoją siedzibę w Warszawie i w ciągu roku od podstaw zbudowali nowy cyrk. Jego inauguracja odbyła się w 2008r. Dyrektor cyrku sam układa program występów, organizuje artystów, a nawet występuje na scenie. Jego ekwilibrystyczny występ na drabinie z balansem ze szkłem zapiera dech w piersiach. 


DzieciwŁodzi: Jak to się stało, że razem z żoną postanowił Pan wykupić dawny cyrk Arena?

 
Mirosław Złotorowicz: Cały czas byliśmy artystami cyrkowymi i pracowaliśmy na różnych arenach. Przez 15 lat jeździliśmy po Europie. Występowaliśmy również w Polsce - przez 3 lata pracowaliśmy w Cyrku Zalewskim, przez 5 lat w Cyrku Korona, potem w bardzo dobrych cyrkach w Szwecji m.in. w Cyrku Olimpia, Europa. Aż w końcu odważyliśmy się na założenie własnego cyrku. Do tego kroku zmusiło nas również życie, bo dzieci szły do szkoły i trzeba było podzielić się obowiązkami rodzinnymi – żona musiała zająć się maluchami, a tatuś zacząć zarabiać pieniążki. I tak powstał cyrk. Właściciel warszawskiej Areny zrezygnował z prowadzenia cyrku, bo miał dużo innych interesów, a my doszliśmy do wniosku, że ta nazwa jest bardzo cenna i dlatego tak go nazwaliśmy.
 
DzieciwŁodzi: Czyli Wasz cyrk jest kontynuacją tego warszawskiego?
 
Mirosław Złotorowicz: Generalnie nie ma z nim nic wspólnego, bo w cyrku jak się zmienia właściciel to zmienia się wszystko. Nasz cyrk powstał od podstaw. Nie było nic. Byłem tylko ja sam na „moim podwórku”.
 
DzieciwŁodzi: Co jest potrzebne, żeby powstał, czy raczej zaistniał cyrk?
 
Mirosław Złotorowicz: To już jest problem. Cyrk jest organizacją: musi być sprzęt, ciekawy program cyrkowy, reklamę, i wbrew pozorom, potrzeba tu dużych nakładów finansowych. Tutaj pracuje ok. 40 osób, także jest to duże przedsiębiorstwo.
 
DzieciwŁodzi: Czy jest to stała grupa, która zawsze z Wami jeździ w trasy?
 
Mirosław Złotorowicz: Nie. Program cyrkowy zmienia się co roku, czasami nawet w trakcie sezonu. Artyści często wyjeżdżają na różne kontrakty i występy, a na ich miejsce przyjeżdżają nowi. Oczywiście podpieramy się stałą załogą, zwłaszcza techniczną. Mamy też swojego klowna Ferdynanda Wspaniałego.
 
DzieciwŁodzi: Trzeba przyznać, że Wasz klown jest fantastyczny.
 
Mirosław Złotorowicz: Można powiedzieć, że to ja go „zrobiłem”. Gra go zawodowy aktor z teatru z Radomia, nota bene mój kolega, i to ja go namówiłem, żeby został klownem. Paweł wykorzystał wszystkie swoje aktorskie walory i wiedzę. Potrafi wspaniale śpiewać i poruszać się, sam też ułożył muzykę do swojego występu.
 
DzieciwŁodzi: Z jakich elementów składa się program cyrku?
 
Mirosław Złotorowicz: Powinna być parada, finał, konferansjer, klown, ale także odpowiednie światła, nagłośnienie i to „coś” co przyciąga ludzi. Ta atmosfera.
 
DzieciwŁodzi: Co tworzy tę atmosferę?
 
Mirosław Złotorowicz: To jest tak samo jak z piosenką. Jedna piosenka jest nieustannie powielana i wszyscy ją nucą, a ta sama zaśpiewana przez kogoś innego pozostaje bez echa. Jako przykład zawsze podaję „Kolorowe jarmarki” śpiewane przez Marylę Rodowicz. Wcześniej przez wiele lat wykonywał ją Laskowski, ale nie była znana. Maryla raz ją zaśpiewała i zrobiła z niej przebój. Podobnie jest w cyrku. Numery, które w jednym cyrku bardzo się podobają, w drugim, w tej innej oprawie i atmosferze, niekoniecznie zdobędą serca widzów. Istniejemy dopiero trzeci rok i oczywiście mamy jeszcze wiele do zrobienia. Cały czas rozwijamy się i wiemy co zrobić, ale do tego wszystkiego są potrzebne duże środki.
 
DzieciwŁodzi: Co chciałby Pan zmienić?
 
Mirosław Złotorowicz: Jest jeszcze bardzo dużo rzeczy, które chciałbym zmienić. Chciałbym kupić profesjonalne światła, zrobić ładniejsze kotary, słupy, bandy itd. To są takie szczegóły, które tworzą całość.
 
DzieciwŁodzi: Jak z żoną dzielicie się obowiązkami związanymi z prowadzeniem cyrku?
 
Mirosław Złotorowicz: Generalnie za wszystko związane z organizacją występów odpowiedzialny jestem ja. Żona zajmuje się pracą bardziej biurową – płaci rachunki, podatki, ZUS, a to przecież też jest bardzo ważne.
 
DzieciwŁodzi: Skąd w ogóle wziął się pomysł związania z cyrkiem?
 
Mirosław Złotorowicz: Decyzja padła jeszcze w moich młodzieńczych latach. W związku z tym, że całe życie byłem sportowcem (trenowałem gimnastykę i karate), po skończeniu szkoły średniej postanowiłem pójść w tym kierunku. Cyrk to też sport. To jest wyzwanie. Kiedyś szkoła cyrkowa była bardzo modna i dużo się o niej mówiło. Poza tym często chodziłem do cyrku i lubiłem go. Studium Cyrkowe koło Warszawy, w Puszczy Kempinowskiej. To była bardzo dobra szkoła, wspaniali nauczyciele, ładnie położona, bez możliwości wstępu osób trzecich. Było się tam z samym sobą i w ten sposób dochodziło się do sukcesu. Po jej skończeniu otrzymywało się dyplom Aktora Cyrkowego w konkretnej dziedzinie. Ja specjalizowałem się w jeździectwie, ale równolegle pracowałem z drabiną, która była bardziej sympatią. Muszę powiedzieć, że inwestowanie w możliwości swojego ciała to  ryzykowne przedsięwzięcie. Łatwiej kształcić swój umysł niż ciało, bo może on dłużej posłużyć.
 
DzieciwŁodzi: Czy każdy może zostać artystą cyrkowym?
 
Mirosław Złotorowicz: Trzeba mieć predyspozycje. Ważna jest siła charakteru i upartość, bo tutaj do celu dąży się bardzo małymi kroczkami. Pamiętam jak w szkole cyrkowej czasami ćwiczyło się jeden numer miesiącami i nic z tego nie wychodziło. Części osób nie wytrzymywała tego psychicznie. Poza tym trzeba też umieć wyrażać siebie oraz prezentować swoje występy w sposób artystyczny, a więc posiadać poczucie rytmu. Każdy pokaz składa się nie tylko z samego występu fizycznego, ale i z muzyki, którą trzeba czuć i umieć się z nią zgrać. Cyrk musi się podobać, musi być ładny.
 
DzieciwŁodzi: Ile godzin dziennie trzeba trenować?
 
Mirosław Złotorowicz: Ja w tej chwili już nie trenuję. Jak się opanuje dany pokaz to wystarczą codzienne występy i rozgrzewki przed numerami. Chociaż to oczywiście sprawa indywidualna.
 
DzieciwŁodzi: A ile czasu zajmuje opanowanie danego numeru?
 
Mirosław Złotorowicz: Zależy od numeru oraz od predyspozycji człowieka. Niektórzy uczyli się chodzić na drabinie przez dwa lata, inni niczego się nie nauczyli. Ludzie mają różne opory psychiczne i strach ich paraliżuje. Bywały takie sytuacje, że moi znajomi robili z zabezpieczeniami gotowe numery gimnastyczne, ale niestety po zdjęciu linki było to dla nich nie do przejścia. Są też takie okresy, że nie wiadomo dlaczego coś zaczyna się sypać. Kiedyś przez jakiś czas nie mogłem stanąć na rękach na drabinie i sam nie wiedziałem dlaczego. Taki okres trwa zazwyczaj około miesiąca. Chodzi się wtedy na próby, ćwiczy, ale często na próbach wychodzi, a podczas programu nie chce.
 
DzieciwŁodzi: I co wtedy?
 
Mirosłw Złotorowicz:  Nie ma odpowiedzi. Aż w końcu przychodzi taki moment, że coś się przełamuje.
 
DzieciwŁodzi: Może to kwestia zmęczenia?
 
Mirosłw Złotorowicz: Nie można odpoczywać. Nie można rezygnować. Jak coś przestaje wychodzić, trzeba to robić dalej. Bardzo łatwo jest sobie odpuścić, ale wtedy ciężko jest wrócić.
 
DzieciwŁodzi: Które numery są najtrudniejsze?
 
Mirosław Złotorowicz: To bardzo ścisła dziedzina, każdy numer to zupełnie inny temat. Żongler nie będzie dobrze skakał. Ja jestem typowym ekwilibrystą, do skoków też za bardzo się nie nadaję. Z kolei ci, którzy skaczą najczęściej, nie będą żonglować. Generalnie w każdym numerze można sobie podnieść poprzeczkę bardzo wysoko. I to właśnie jest magia cyrku. Najpierw żagluje się dwiema piłeczkami, potem trzema, pięcioma, ale można i dziesięcioma. Podobnie jest z akrobatyką. Akrobata skacze pojedyncze salta, potem podwójne itp. Cyrk to jest bardzo duże wyzwanie.
 
DzieciwŁodzi: Czy praca w cyrku wymaga jakiś wyrzeczeń?
 
Mirosław Złotorowicz: Ja tego aż tak bardzo nie odczuwam. Co dwa tygodnie jestem w domu, żona do mnie przyjeżdża. Generalnie bardzo dużo ludzi pracuje daleko od domu, wystarczy wymienić budowlańców czy emigrantów w Anglii, których nie ma w kraju całymi tygodniami czy miesiącami. To jest dużo większym wyrzeczeniem. Natomiast cyrk chyba nie aż tak. Tutaj przyjeżdżają całe rodziny na wakacje, w lipcu i sierpniu wszystko zaczyna żyć.
 
DzieciwŁodzi: Czyli każdy z artystów ma swój dom, rodzinę?
 
Mirosław Złotorowicz: Oczywiście, nie jesteśmy cyganami, mamy swoje domy.
 
DzieciwŁodzi: Jak wygląda sezon cyrkowy?
 
Mirosław Złotorowicz: Pracujemy osiem miesięcy, a potem na cztery wracamy do domów. Nasz sezon zaczyna się w marcu i trwa do połowy listopada.
 
DzieciwŁodzi: Czy w trakcie tych czterech miesięcy pobytu w domu trzeba trenować?
 
Mirosław Złotorowicz: Trzeba uważać na siebie, zwłaszcza z jedzeniem, żeby nie przytyć.
 
DzieciwŁodzi: Artyści cyrkowi mają specjalną dietę?
 
Mirosław Złotorowicz: Nie. Spalamy wszystko tak intensywnie, że w czasie sezonu możemy się objadać.
 
DzieciwŁodzi: Tylko pozazdrościć! A jakie jest miejsce zwierząt w cyrku?
 
Mirosław Złotorowicz: Ludzie ich chcą. Zazwyczaj pierwsze pytane klientów przychodzących do naszego cyrku to: „Jakie macie zwierzęta?”.
 
DzieciwŁodzi: Jakie trzeba mieć zwierzęta, żeby przyciągnąć ludzi?
 
Mirosław Złotorowicz: Atrakcyjne.
 
DzieciwŁodzi: A które z tych atrakcyjnych są w Pana cyrku??
 
Mirosław Złotorowicz: W zeszłym roku kupiliśmy dwa wielbłądy, lamę oraz zebry, które są jeszcze małe. Jak trochę dorosną, zajmie się nimi taka  Pani z Rosji.
 
DzieciwŁodzi: Chyba powoli odchodzi się już od występów dzikich zwierząt, na rzecz zwierząt domowych?
 
Mirosław Złotorowicz: Faktycznie dawniej cyrk miał przede wszystkim dzikie zwierzęta, ale to było sponsorowane przez państwo. To były zupełnie inne czasy. Kiedyś cyrki były dotowane, były większe, przychodziło do nich więcej osób. Teraz jest wiele innych rozrywek, są koncerty, kina, imprezy plenerowe, festyny itp. W Polsce 90% klientów cyrku to małe dzieci. I właśnie pod ich kątem układam program cyrkowy.
 
DzieciwŁodzi: Kto tresuje zwierzęta?
 
Mirosław Złotorowicz: Każde zwierze ma swojego opiekuna, ale znają i słuchają nas wszystkich, każdy z nas je karmi. Wbrew pozorom zwierzęta są bardzo mądre.
 
DzieciwŁodzi: A co się z nimi dzieje podczas Waszej czteromiesięcznej przerwy?
 
Mirosław Złotorowicz: Zabieram je do swojego domu.
 
DzieciwŁodzi: Moją uwagę przykuło to, że w Pana cyrku treserami są same kobiety?
 
Mirosłwa Złotorowicz: W sumie to zbieg okoliczności, chociaż o wiele ładniej wygląda, jak piękna kobieta prowadzi tresurę koni. Tak delikatniej. Natomiast mężczyźni bardziej nadają się do tresury dużych, ciężkich zwierząt – tygrysów, słoni. To są trudne zwierzęta. Nasza treserka czasami nie może dać sobie rady z wielbłądami, bo one chcą dominować. To są zwierzęta, które czasami niestety trzeba uderzyć, one muszą poczuć siłę.
 
DzieciwŁodzi: Gdzie występujecie?
 
Mirosłwa Złotorowicz: Jeździmy po całej Polsce.
 
DzieciwŁodzi: Kiedyś wyczytałam, że spotkać Was można również w Danii?
 
Mirosłwa Złotorowicz: Dania faktycznie też ma Cyrk Arenę, ale to jest zupełnie coś innego. Ludzie często mylą te cyrki.
 
DzieciwŁodzi: Gdzie mogą szkolić się przyszli artyści cyrkowi?
 
Mirosław Złotorowicz: Niestety w Polsce zaczyna brakować artystów, bo jako jedyny kraj w Europie, który obecnie nie ma szkoły cyrkowej. Najlepsza szkoła jest w Szwecji, mimo że tam w ogóle nie ma cyrków. Jest tam wielu wykładowców z Rosji, którzy-  jak wiadomo - są najlepsi jeśli chodzi o sztukę cyrkową, gimnastykę i tego rodzaju sporty. W Polsce ludzie czasami próbują uczyć się sami, ale to jest raczej niemożliwe. Trzeba znać podstawy, bo numer cyrkowy składa się nie tylko ze sprawności fizycznej, ale z bardzo wielu elementów, m.in. baletu, tańca, muzyki trzeba to połączyć w jedną całość. Poza tym niektóre elementy trzeba ćwiczyć z zabezpieczeniem na loży. To nie jest tak, że się samemu do czegoś dojdzie.
 
DzieciwŁodzi: A Wy kształcicie ochotników?
 
Mirosław Złotorowicz: To niemożliwe, bo wymaga zbyt wiele czasu. Muszą to robić szkoły. Niestety niedługo będziemy zmuszeni kupować wszystkich artystów od Rosjan, bo za niedługo w Polsce zabraknie artystów cyrkowych.
 
DzieciwŁodzi: Po Waszym wczorajszym pokazie wszyscy wychodzili podekscytowani i uśmiechnięci. Na czym polega, w porównaniu z innymi współczesnymi rozrywkami, magnetyzm cyrku?
 
Mirosław Złotorowicz: Cyrk to sztuka żywa, ma dostarczyć ludziom uciech duchowych. Widzowie mają wyjść uradowani, lekko zadziwieni, mają sobie zadawać pytanie: czy to była prawda czy nie? Cyrk to taka półbajka. Ale czy to jest przewaga nad innymi rozrywkami, to już każdy indywidualnie musi ocenić.
 
DzieciwŁodzi: Z jakich pomieszczeń składa się cyrk?
 
Mirosław Złotorowicz: Fronton, kasa, ubikacje, mamy swoją stołówkę, kuchnie, pawilony, w których mieszka obsługa techniczna, zwierzęta z przyczepami mieszkalnymi, przyczepy techniczne do przewozu namiotów, sprzętu, agregaty prądotwórcze. Każdy artysta posiada również swoją przyczepę kampingową.
 
DzieciwŁodzi: Wczoraj Wasz namiot był koło pływalni Wodny Raj, dzisiaj przy ul. Zgierskiej, codziennie występujecie w innymi miejscu?
 
Mirosłwa Złotorowicz: Może nie codziennie, ale często zmieniamy miejsca. W Łodzi graliśmy prawie tydzień czasu, ale ciężko zebrać widownię w tym mieście. Gdzie indziej jest dużo łatwiej, są regiony w których wiadomo, że zawsze będzie dobrze, np. Warszawa i jej okolice, okolice Gdańska i Gdyni, Szczecina, Kartuz, Zachód Polski. O dziwo nawet Mazury są dobrym regionem, bo tam do cyrku przychodzą wszyscy i się bawią, włącznie ze starymi babciami w chustkach. Chociaż już okolice Łodzi są lepsze: Aleksandrów, Pabianice, Konstantynów. Może tutaj ludzie kochają inne rozrywki.
 
DzieciwŁodzi: Ale chyba nie zrezygnujecie z występów w Łodzi?
 
Mirosłwa Złotorowicz: Nie, być może w tym roku przyjedziemy tu jeszcze raz, tym razem mamy upatrzony lac koło Dworca Kaliskiego.
 
DzieciwŁodzi: Gratuluję bardzo ciekawego programu i życzę, aby Łódź stała się dla Cyrku Arena bardziej przyjaznym miastem.
 
Mirosłwa Złotorowicz: Dziękuję.
 
 
 
 
 
Wywiad przeprowadziła: Anna Matusiak
 
 
 
 
 
 
 
Komentarze
Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Autor
Tytuł
Treść

Patronaty

Łódź dla dzieci, Łódź dzieciom
Bałucki Ośrodek Kultury zaprasza amatorskie teatry dziecięce i młodzieżowe działające w szkołach podstawowych, gimnazjach, ośrodkach kultury i świetlicach do udziału w 35. Ogólnopolskim Przeglądzie Teatrów Dziecięcych i Młodzieżowych „Dziatwa”.

Facebook

Wydarzenia

Aby zobaczyć wydarzenia kliknij na dany dzień.

Wyszukiwarka