Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom
Czytelnia - Wywiady z
Lekcja szacunku dla zwierząt



łódź dla dzieci, łódź dzieciom

Przed jego gabinetem siedział grubiutki kot i przyjaźnie miauczał, prosząc aby go pogłaskać. Mało kto wie, że w skromnym budynku dyrekcji łódzkiego ZOO siedzi osoba o ogromnej wiedzy i pasji do zwierząt - Ryszard Topola.


Dyrektor Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Łodzi jest również Przewodniczącym Rady Dyrektorów Polskich Ogrodów Zoologicznych i Akwariów, członkiem Państwowej Rady Ochrony Przyrody, Przewodniczącym Sekcji Ogrodów Zoologicznych Polskiego Towarzystwa Zoologicznego, członkiem zarządu organizacji EAZA (Europejskie Stowarzyszenie Ogrodów Zoologicznych i Akwariów w latach 1998-2009) i WAZA (Światowa Organizacja Ogrodów Zoologicznych i Akwariów od roku 2005) oraz redaktorem naczelnym „Informatora Polskich Ogrodów Zoologicznych i Akwariów”. Ryszard Topola, mimo wielu obowiązków, licznych wyjazdów służbowych i nieustannie pojawiających się trudności, z uśmiechem może godzinami opowiadać o swojej pracy. Pamięta wszystkich swoich podopiecznych, dane statystyczne liczebności poszczególnych gatunków zwierząt, nazwy i specyfikę setek czy nawet tysięcy gatunków. Przypomina też, ile szkód człowiek wyrządził przyrodzie i szerzy idee ochrony zagrożonych gatunków.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Jak zrodziła się pasja do zwierząt? Czy już, jako mały chłopiec, marzył Pan o tym, żeby zostać dyrektorem ZOO?
 
Ryszard Topola: Nie, absolutnie nie. Natomiast bezpośredni kontakt ze zwierzętami faktycznie miałem od małego smyka. Pamiętam jak mój dziadek zabierał mnie do lasu, czasem nawet brał na barana i wprawił kiedyś w ogromne zdumienie, mówiąc że ptaki śpiewają nie po to, żeby było nam przyjemnie, ale po to, aby innym ptakom powiedzieć: „Ja tu rządzę! Sio stąd!”. Te wyjazdy zrobiły swoje, bo jak ktoś potrafi opowiadać o naturze, zna ją i interpretuje wszelkie zachowania zwierząt, reakcje roślin czy pewne ślady, to swoja pasją „zaraża” innych. Ja raczej myślałem o tym, żeby pracować w terenie. Byłem młodym i ambitnym człowiekiem, już w trakcie studiów miałem kilka ofert pracy i mogłem wybierać pomiędzy zakładami w swojej macierzystej jednostce - Uniwersytecie Wrocławskim. Zostałem zatrudniony przez bardzo znanego, polskiego ornitologa  prof. Rydzewskiego, kierownika muzeum przyrodniczego jako laborant u prof. Tomałojcia, innego znawcy ptaków, a obecnie osoby szerzącej idee ochrony przyrody. Moja pierwsza praca w Muzeum Przyrodniczym we Wrocławiu związana była zarówno z pracą terenową jak i pracą w muzeum. Pamiętam jak dziś, kiedy brnąłem po pachy w błocie w Puszczy Białowieskiej robiąc liczenia z samym prof. Tomałojciem. Współtworzyłem również nadal istniejącą w muzeum wrocławskim wystawę osteologiczną, składającą się z prawie 200 szkieletów spreparowanych zwierząt, z których większość składałem sam. Znam sekrety tychże eksponatów np. szkielet zebry ma jedną kończynę zwykłego konia, wielbłąd ma kila żeber innego okazu itp. Eksponaty te pochodziły z przedwojennych, niemieckich kolekcji i były niekompletne, a my je naprawialiśmy. Do dzisiaj sprawia mi przyjemność,  kiedy będąc tam mogę zobaczyć efekty swojej pracy. Takim szczególnym osiągnięciem było złożenie 2,5-metrowego szkieletu anakondy z kupki kości, żeber i z dwóch czaszek, które dostałem od swojego ówczesnego mentora. To były takie początki, a zarazem ciekawe dzieje, kiedy mogłem równocześnie uczestniczyć w wykładach monograficznych pracowników naukowych Uniwersytetu i pracować z nimi w terenie lub w muzeum. Bardzo mi to odpowiadało i nie myślałem o pracy w ogrodzie zoologicznym, ale później sprawy rodzinne skłoniły mnie do tego, żeby zmienić miejsce zamieszkania.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Pochodzi Pan z Dolnego Śląska, studiował we Wrocławiu, dlaczego zatem wybór padł na Łódź?
 
Ryszard Topola: Nawet nie na Łódź, a na Zgierz. To był złoty środek między moimi stronami rodzinnymi i Północnym Mazowszem skąd pochodziła moja przyszła małżonka. Znałem swoje możliwości i myślałem, że od razu uda mi się znaleźć tutaj pracę, jednak okazało się to trudne. Ostatecznie przygarnął mnie ówczesny Dyrektor Ogrodu Zoologicznego. Pracowałem jako pracownik fizyczny, mimo że miałem ukończone studia, ale jak tylko nadarzała się okazja, uczestniczyłem w różnych wydarzeniach w ogrodzie, organizowałem odłowy zwierząt w terenie za zezwoleniem Ministerstwa itp. Odłowione przeze mnie ptaki, które udało się rozmnożyć, wyjeżdżały do innych ogrodów, a w zamian za nie dostawaliśmy różne zwierzęta - m.in. za kormorany znad jeziora Wulpińskiego, wysłane do Moskwy, dostaliśmy gepardy.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Czy łódzkie ZOO często wymienia się zwierzętami?
 
Ryszard Topola: Ogród nie ma racji bytu jako samodzielna placówka, bo prędzej czy później okaże się, że brakuje zwierząt do pary i trzeba znaleźć dla nich niespokrewnione osobniki, aby mogły się rozmnażać. Współpraca ogrodów jest bardzo ważna i szeroka, łączą się w najrozmaitsze organizacje na różnych poziomach - od narodowego poprzez europejski (Europejskie Stowarzyszenie Ogrodów Zoologicznych ponad 300 ogrodów) aż po światową organizację, gdzie najbardziej liczące się ogrody z całego świata są w ścisłej koordynacji, wymieniają się zwierzętami itp. Z Izraelem mamy dobrą współpracę, teraz będziemy tam wysyłać lemury, potomkowie naszych lwów azjatyckich są w całej Europie, a nawet w Jerozolimie, gdzie ostatnio wysyłaliśmy pochodzące stamtąd owce świętego Jakuba, czyli tzw. czterorogie. Prowadzimy dużo wymian z różnymi krajami.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Mowa o organizacjach EAZA i WAZA? Jak łódzkie ZOO wygląda na arenie europejskiej? Czy dużo do nich wnosi?
 
Ryszard Topola: Na 300 gatunków jakie objęte są różnymi programami i księgami rodowodowymi w Łodzi mamy 7 gatunków objętych ich koordynacją, czyli prowadzimy znacznie więcej niż statystycznie średnio przypada na jeden ogród zoologiczny.  Niestety mamy problemy wynikające z tego, że region łódzki jest ubogi i nasz ogród nie stać na to, żeby rozwijać się tak prężnie jak inne placówki. Wystarczy spojrzeć na średnie wynagrodzenie w tym mieście, nawet instytucje publiczne nie są wielkie. Konsekwencjami  tego jest to, że nie mamy tutaj jakiś wielkich ekspozycji, typu hali tropikalnych, gdzie wśród roślinności ludzie mogli by chodzić. Wprawdzie mamy w Łodzi palmiarnię, ale na terenie naszego ogrodu można by takich palmiarni postawić dziesięć i w każdej umieścić masę zwierząt, jednak nie stać nas na takie działanie. Nie wspominając już o terenach leśnych czy niezagospodarowanych naszego ogrodu. Nadrabiamy jednak kolekcją zwierząt, bo dzięki współpracy z tymi instytucjami otrzymujemy sporo zwierząt nieodpłatnie. Staramy się równocześnie, żeby to były gatunki rzadkie, które mogą później zasilić inne ogrody, chociaż oczywiście zdobycie rzadkiego gatunku jest bardzo trudne i często jest to proces wieloletni. Przykładem może być paw kongijski, gdyż jako jedyny ogród w kraju mamy trzy osobniki tego gatunku (z ok.80, jakie są na świecie!), ale niestety nie jesteśmy w stanie na razie ich rozmnażać. Parę lat trwało, żeby koordynator programu wyznaczył okazy, które można byłoby przyjąć w łódzkim ZOO, potem była jeszcze masa wszystkich formalności, sporządzanie – do wglądu przez koordynatora – planów pomieszczeń itp. W końcu otrzymaliśmy ptaki, które miały czas rozrodczy już za sobą, staruszki i musieliśmy udowodnić, że jesteśmy w stanie utrzymać je przy życiu, a nawet poprawić ich kondycję. To się nam udało, i to do tego stopnia, że koordynator stwierdził, że samiec, którego nam oddał i postawił na nim krzyżyk, jest na tyle sprawny, że wrócił do Antwerpii, gdzie bardzo precyzyjnie jest powadzona ochrona tych gatunków, gdyż to właśnie tam, w Kongu Belgijskim, ówczesnej kolonii Belgii w 1936r, podobnie jak okapi, zostały odkryte, ale nie chcą się rozmnażać.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Z jakim trudnościami najczęściej spotyka się Dyrektor ZOO?
 
Ryszard Topola: Przede wszystkim zwierzęta, tak jak ludzie, mają swoje charaktery. Czasami ktoś zachoruje, kogoś coś boli, coś mu się nie podoba itp. Również łączenie zwierząt mogłoby się wydawać prostą sprawą, a tak wcale nie jest. Musimy znać ich wiek, być pewni co do ich płci (niekiedy to trudne), wiedzieć w jakich warunkach zostały wychowane (naturalnych czy laboratoryjnych) oraz stworzyć warunki, żeby chciały się rozmnażać. Dzisiaj jest nieco prościej, bo większość zwierząt otrzymujemy z całą dokumentacją o nich, ale kiedyś zdarzało się, że otrzymywaliśmy osobnika i nic o nim nie wiedzieliśmy. I to sprawiało, że nie zawsze takie łączenie kończyło się sukcesem, np. kiedyś próbowaliśmy połączyć strusie afrykańskie, i gdy w końcu ściągnęliśmy informacje od ogrodu, który nam je przekazał, okazało się, że to tak jakbyśmy chcieli połączyć 60-letnią Panią z 5-letnim chłopcem. Od 1991r. informacja o każdym naszym zwierzęciu jest wprowadzana do programu i wysyłana drogą mailową do centralnej bazy danych o zwierzętach w Stanach Zjednoczonych. Obecnie prowadzimy księgi rodowe, ściągamy dane o gatunku ze wszystkich ogrodów, wprowadzamy je do ksiąg, analizujemy, publikujemy i wysyłamy na płytach. Teraz czeka nas krok milowy w prowadzeniu inwentarza żywego i na rejestrację nowego programu za pomocą, którego będzie się pracowało już bezpośrednio w amerykańskiej bazie danych.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Czyli ZOO to taka „swatka”?
 
Ryszard Topola: Tak, kojarzenie zwierząt. Tym bardziej że większość gatunków, które aktualnie są w ogrodzie, to gatunki samoodtwarzające się. Rozmnażamy je na tyle dobrze, że wysyłamy je do innych ogrodów i będziemy czekać, aż znajdzie się może w przyszłości taka generacja naszych następców, która będzie w stanie przywrócić w naturze te gatunki. W Łodzi mamy bardzo ciekawy przykład lwów azjatyckich. Lwy te występowały kiedyś w Azji na terytorium prawie takim jak w Afryce, tyle tylko, że w Azji przyrost naturalny populacji ludzi, jeszcze w czasach starożytnych, był na tyle duży, że stały się przedmiotem polowań, m.in. sławne polowanie Judy na lwa. Wizerunki lwów na bramach mezopotamskich świadczą o tym, że były tam bardzo popularne, aż po Indie i Chiny. Z tej wielkiej populacji, na skutek rozmnażania się naszego gatunku, skurczyła się ona do jednego rezerwatu w Indiach, czyli 200-300 osobników. Ich ucieczki z rezerwatu często kończą się tragicznie, bo rolnicy hodujący bydło je zabijają. Rząd Indii zdecydował się podpisać umowę z Londyńskim Królewskim Towarzystwem Zoologicznym, że odłowi kilka okazów i stworzy program hodowlany w europejskich ogrodach zoologicznych, który pozwoli na stworzenie populacji wielkości tej, co w naturze, z zachowaniem jej zmienności genetycznej. Program ten ma zabezpieczyć przetrwanie gatunku, bo wystarczy pryszczyca czy inna choroba, nawet bydła, HIV koci itp. aby skupione w rezerwacie zwierzęta uległy zagładzie. Łódzkie ZOO było szóstym w Europie i jest nadal jedynym w Polsce ogrodem zoologicznym, który lwy azjatyckie posiada. Wprawdzie pierwsza próba połączenia podarowanych nam lwów azjatyckich była tragiczna, bo samica strasznie zdenerwowana takim kontaktem i obcesowością partnera, potargała samcowi uszy, podrapała go pazurami, aż sierść unosiła się w powietrzu. Ale potem stworzyły piękne stado i nawet razem wychowywały potomstwo, a ponieważ dobrze się one u nas rozmnażały, więc w tej chwili 10% urodzonych lwów w ramach tego programu to lwy urodzone w Łodzi.
 
 
 
DzieciwŁodzi: A co robicie, gdy zwierzęta nie chcą się rozmnażać?
 
Ryszard Topola: Teraz właśnie mieliśmy taką sytuację, że zawieźliśmy naszą niedźwiedzicę do Torunia w celu połączenia jej z kawalerem, ale partner się jej wystraszył, schował się w kącie i nie chce wyjść. Jesteśmy cierpliwi, czekamy. Możemy zastosować też pewne metody „podchodowe”, które pozwoliłyby na uatrakcyjnienie innego osobnika. Są one bardzo różne, w zależności od gatunku, czasami wystarczy jedynie rozdzielić zwierzęta i połączyć je w odpowiednim momencie, niekiedy można podrzucić starą, rozerwaną miotłę brzozową, aby samiec stwierdził, że jest to materiał na gniazdo i zaczął ją dumnie układać i szukać partnerki.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Jakie są funkcje ZOO?
 
Ryszard Topola: Oficjalnie ustawa o ochronie przyrody wyraźnie wskazuje, czym powinny się zajmować ogrody zoologiczne, czyli tzw. ochroną exitu poza naturalnym miejscem występowania. A więc główną funkcją jest zachowanie gatunku dla przyszłych pokoleń czy też tworzenie swoistych metapopulacji, czyli to co jest w ogrodach zoologicznych i to co jest w naturze. Mamy szereg gatunków, które zachowały się tylko dzięki ogrodom zoologicznym i nawet jeśli teraz nie są już zagrożone, to kiedyś poza ogrodami zoologicznymi w ogóle ich nie było. Sztandarowym takim polskim przykładem jest żubr. Cała światowa populacja żubrów, czyli ok.3.000, nawet te, które są w Puszczy Białowieskiej, pochodzi z 13 żubrów, które kiedyś zebrano w ogrodach zoologicznych, żeby uratować gatunek. Sytuacja żubra poprawiła się, ponieważ przed II wojną światową zaczęto prowadzić jego księgę rodowodową (powierzono to polskim naukowcom). Później powstały kolejne programy dla  kolejnych gatunków. Podobna sytuacja była ze skalinkiem czarnym, który występował kiedyś tylko na wyspie Chatham i było jedynie 7 sztuk tego gatunku - 5 samców i 2 samice. W tej chwili jest ich, około 200, ale wszystkie te ptaki są potomkami tej siódemki. Niektóre gatunki nadal występują tylko w ogrodach zoologicznych i hodowlach prywatnych, np. koń Przewalskiego, oryksy szablorogie, które u nas mamy oraz szereg gatunków drobnych i miało znanych. Wiele gatunków staramy się przywrócić, ale czasami na to nie pozwala środowisko. Przykładem takiej nieudanej próby jest wprowadzenie bociana białego do Niemiec kilkadziesiąt lat temu. Wypuszczanie go „na siłę” kończyło się niepowodzeniem, ponieważ środowisko typowe dla bociana zostało tam zniszczone, zmeliorowane łąki, brak odpowiednich miejsc gdzie ptaki te mogły żerować i wyprowadzać pisklęta w okresie lęgu. Jedyna skuteczne metoda introdukcji to taka, żeby zwierze znalazło się w typowym dla siebie środowisku, w którym może egzystować, może się rozmnażać i wychowywać kolejne pokolenia. W ogóle jeśli chodzi o ptaki to doliczono się prawie 10 tys. gatunków z czego ok. 2 tys. są narażone na wyginięcie lub wytępienie, a w tym ponad 200gatunków, które być może już nie żyją lub ich populacja jest minimalna – zaledwie kilkadziesiąt osobników. W planach kolekcji ogrodów zoologicznych jest nawet coś w rodzaju „zastępowania” gatunków popularnych gatunkami dla których w naturze brak miejsca.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Większość dzieci uwielbia przychodzić do ZOO, ale niektórzy rodzice uważają, że ogrody zoologiczne to „więzienie” dla zwierząt. Jak Pan reaguje na takie zarzuty?
 
Ryszard Topola: Z pobłażaniem, bo każda sfera naszego życia może mieć swoich przeciwników i zwolenników, prawie tak jak w polityce. W przypadku ogrodów zoologicznych, mają one swoją rację bytu uznaną przez światowe gremia zajmujące się ochroną przyrody i różnorodności. Przedstawiciele ze 180 krajów świata spotykali się kiedyś w Rio De Janeiro, potem w  Johannesburgu i podpisali Konwencję o Różnorodności Biologicznej, w której wskazano, że ogrody zoologiczne są jedynymi placówkami, mogącymi zająć się ochroną gatunku poza naturalnym miejscem jego występowania. I to realizujemy. Ta funkcja jest tym ważniejsza, że wyobraźmy sobie jak człowiek swoimi działaniami zmienił świat istot żywych. Chociażby próba oszacowania masy organizmów żywych istniejących na naszej planecie mierzona w gigatonach. Jeszcze parę tysięcy lat temu 100% tej masy składającej się z kręgowców lądowych, stanowiły dzikie zwierzęta. Kiedy pojawił się Homo sapiens zajmował zaledwie ułamek procenta w tej masie. Jednak populacja ludzka zaczęła się rozrastać i okazuje się, że teraz jej masa jest czterokrotnie większa od biomasy wszystkich kręgowców lądowych! Z kolei masa gatunku ludzkiego stanowi zaledwie ¼ masy organizmów żywych, które sobie stworzyliśmy na własne potrzeby pokarmowe, czyli zwierząt domowych. Natomiast dzikie zwierzęta w porównaniu z domowymi stanowią zaledwie 1/20. Tak bardzo zmieniliśmy na przestrzeniu ostatnich kilku czy kilkunastu tysięcy lat naszą planetę! Zasiedliliśmy cały glob, a na niektóre miejsca na świecie jak się spojrzy z lotu ptaka to widać tylko dachy drapaczy chmur. Gdzie tam jest miejsce dla dzikich zwierząt? Dlatego informacje takie, że dzikie zwierzęta można oglądać w naturze zamiast w ogrodzie zoologicznym są niekiedy śmieszne. Zresztą w ogrodach zoologicznych zamiast krat staramy się stosować fosy, szyby, a jeżeli na to pozwala sytuacja to mogą być stosowane nawet ekspozycje immersyjne, gdzie zwiedzający może wejść między zwierzęta (np. safari). To wymaga oczywiście bardzo starannych przygotowań nie tylko zwierząt, ale także ludzi.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Jest Pan nie tylko Dyrektorem Łódzkiego ZOO, ale także przewodniczącym Rady Dyrektorów Polskich Ogrodów Zoologicznych i Akwariów. Jakie obowiązki się z tym wiążą?
 
Ryszard Topola: Pewna koordynacja działań, podnoszenie poprzeczki krajowym ogrodom zoologicznym, a nawet opiniowanie Ministrowi Środowiska, czy inne placówki starające się o status ogrodu zoologicznego, spełniają określone warunki i należne im funkcje. Powiedzieliśmy na razie tylko o jednej funkcji ZOO, ale są też inne. Edukacja, czyli wszystkie tabliczki, które znajdują się na terenie ogrodu, prelekcje, wykłady, tablice poglądowe, mające uświadomić zwiedzającym potrzebę ochrony świata żywego, jego kruchość, jak go zmieniliśmy i dlaczego powinniśmy o niego dbać. Trzecia funkcja to współpraca z placówkami naukowymi, które prowadzą badania w warunkach naturalnych, żeby pewne prace skorelować. Wróciłem niedawno z takiego spotkania w Białymstoku, gdzie przedstawiciele Ministerstwa Środowiska, pracownicy Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych i Państwowej Rady Ochrony Przyrody, której jestem członkiem debatowali nad moratorium dotyczącym łosia. Kiedyś populacja łosi w Polsce się załamała i zostało wprowadzone owe moratorium, natomiast obecnie łosie tak się rozmnożyły, że powodują szkody szczególnie w Polsce północno-wschodniej. Moim zadaniem było zadecydowanie czy to moratorium powinno się cofnąć, co zrobić, żeby łosie nie niszczyły zwł. młodników sosnowych.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Czy Dyrektor ZOO ma swoich podopiecznych ulubieńców?
 
Ryszard Topola: Szereg zwierząt to moi ulubieńcy aż trudno wymienić. Można powiedzieć, że te 3 tys. zwierząt, które mamy (może nie wszystkie, bo trudno się lubować w jednej z kilkuset rybek, czy też w żabach, których teraz mamy rozmnożonych ok.800 kijanek), są mi bliskie. Są zwierzęta, które budzą sympatię, szacunek, chociażby te lwy azjatyckie. Bardzo lubiłem naszą starą samicę, która cierpliwie znosiła różne zachowania swoich dzieci. Bardzo lubię też nasze kudu mniejsze i małe antylopi – dikdiki i dujkery. Nawet wśród gatunków, które wydają się brzydkie dla człowieka, niektóre są sympatyczne. Mamy marabuta, który wygląda kiepsko – łysa głowa, sterczące, pojedyncze włosowate pióra, odrażający, bo żywi się padliną, a jak już się dobierze do jakiegoś pokarmu to się tym pochlapie, jest brudny i śmierdzi i jeszcze oddaje kał na własne kończyny, aby utrzymać w naturze gospodarkę termiczną. Ogólnie nie budzi żadnej sympatii, ale nasz Wojtek jest kochanym „chłopakiem”. Wprawdzie mnie nie lubi, bo jeszcze zajmując się ptakami musiałem go przenosić na zimowisko - złapać, przyciąć mu pióra, żeby nie odleciał i przenieść, czego nie znosił i jak tylko go wypuszczałem z rąk to klekotał i strasznie się odgrażał. Jest też wiele gatunków, którym poświęca się więcej czasu. Od wielu lat zajmuję się bocianem czarnym. Zebrałem dane o 1.400 bocianach, które były lub nadal są w ogrodach zoologicznych. Jednym z pierwszych był bocian czarny, którego książę Radziwiłł podarował królowej angielskiej w 1906r. Bocian czarny to gatunek jeden z 18 najbardziej rozprzestrzenionych na świecie, występuje na 3 kontynentach, od Hiszpanii po Koreę, od Europy północnej aż po Afrykę południową, tyle tylko, że ta populacja to niespełna 40 tys. par lęgowych, czyli tyle co wynosi populacja bociana białego w samej Polsce. Ciekawe, że zagęszczenie bociana białego na terenie naszego kraju, jest równie duże co zagęszczenie innego na 3 kontynentach i że bocian czarny stroni od człowieka w przeciwieństwie do bociana białego.
 
 
 
DzieciwŁodzi: O czym powinni pamiętać rodzice przyprowadzając dzieci do ZOO?
 
Ryszard Topola: O tym, żeby przekazać im idee ochrony przyrody i szacunku dla zwierząt. Dzieci same bardzo często wyciągają wnioski i niekiedy dorośli swoim zachowaniem mogą spowodować u nich pewną konsternację. Ostatnio jakieś dziecko widząc starszą Panią próbującą wrzucić małpie cukierka, pokazało jej tabliczkę „Proszę nie karmić zwierząt!”. Należy znaleźć trochę czasu, żeby tu przyjść z dziećmi, uczyć je pozytywnego nastawienia do zwierząt. Nie koniecznie muszą cały czas zwracać uwagę na zwierzęta, jest tu przecież plac zabaw, mogą uczyć się czytania patrząc na tabliczki, mogą rozpoznawać gatunki. I mogą zripostować wypowiedź starszej pani, która prowadząc wnuczkę i pokazując jej pelikana z wielkim dziobem mówi: „To jest bocian, on Cię przyniósł w swoim dziobie”.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Jakie zajęcia są prowadzone w łódzkim ZOO?
 
Ryszard Topola: Nauczyciele oraz inne grupy zorganizowane, które zgłoszą się do naszego działu edukacyjnego lub wyrażą chęć przeprowadzenia tutaj lekcji, mają możliwość obcowania ze zwierzętami, a nawet kontaktów bezpośrednich z nimi. Mamy bowiem takie zwierzęta, które służą celom edukacyjnym. Niedawno były one wystawione na festynie związanym z badaniami naukowymi. Nie wiem dlaczego, ale otrzymaliśmy nawet protesty, że zwierzęta te były męczone. To nie jest prawda, bo zwierzęta te są przyzwyczajone do kontaktu z człowiekiem, do ruchu, tłumów i uczestniczenia w takich lekcjach. Mając wieloletnie doświadczenie w pracy ze zwierzętami wiemy, gdzie można je dać, a gdzie nie, jak je przewieźć, jak eksponować itp. Czasami jak są wyrażane opinie na temat zwierząt to przypomina mi się czytanka z dzieciństwa o Stańczyku, który twierdził, że w Polsce jest najwięcej lekarzy, bo jak kogoś coś boli, to wszyscy mu doradzają jak się leczyć. Przez nas te opinie są oceniane jako dziwne, tym bardziej, że niektórzy nasi pracownicy przeprowadzili tysiące takich lekcji, opiekowali się wieloma porzuconymi zwierzętami, brali je na sztuczny wychów i przystosowywali do życia w naturze. Codziennie o określonych porach prowadzimy też pokazowe karmienia, a nasz pracownik wychodząc na ekspozycje, czeka i odpowiada na pytania zwiedzających.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Czy w tym roku na dzieci czekają jakieś nowe atrakcje?
 
Ryszard Topola: Mamy nowy plac zabaw, który został otworzony jesienią ubiegłego roku  koło baru „Pod małpą”. Zaczyna funkcjonować Mini ZOO, jest świeżutki, nowy piasek. Mamy nowe gatunki, szykujemy trochę ciekawostek. Przywieźliśmy z Kolonii 15 żab rogatych, niesamowicie wyglądających – jasna żabka z ciemną piersią, z potężnymi czarnymi oczami i dwoma dziwnymi wyrostkami. Uzupełniliśmy też stado naszych danieli mezopotamskich, gatunku objętego programem. Z Lipska przywiozłem dwie kaczuszki – piżmówki malajskie, które może nie rzucają się w oczy, ale należą do tych 2 tys. gatunków ginących, objętych koordynacją i księgą rodowodową.
 
 
 
DzieciwŁodzi: A zatem warto wybrać się na spacer do ZOO! Dziękuję bardzo za rozmowę.
 
Ryszard Topola: Ja również dziękuję.
 
 
 
 
 
Wywiad przeprowadziła Anna Matusiak
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Komentarze
Retexorge
2018-02-10 00:20:35 UTC
Is Cephalexin A Form Of Amoxicillin Retexorge
Cialis Nebenwirkungen Depression Buy Bentyl 20mg Cod Only <a href=http://buyciali.com>online pharmacy</a> Propecia Resultados Fotos Buy Levitra Online With No Prescription Where To Purchase Metformin Without Rx
Dodaj komentarz
Autor
Tytuł
Treść

Patronaty

Łódź dla dzieci, Łódź dzieciom
  Łódź Bajkowa – projekt, w ramach którego tworzony jest rodzinny szlak turystyczny po mieście Łodzi śladami małych pomników przedstawiających postaci z seriali dla dzieci i filmów Studia Małych Form Filmowych Se-ma-for.   

Facebook

Wydarzenia

Aby zobaczyć wydarzenia kliknij na dany dzień.

Wyszukiwarka