Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom Dzieci w Łodzi, Łódź dzieciom
Czytelnia - Wywiady z
"Talent naprawiania serc"- wywiad z prof. Jackiem Mollem



łódź dla dzieci, łódź dzieciom

Serdeczny, skromny, szczery i z dużym poczuciem humoru – to tylko kilka urzekających cech charakteru jednego z najlepszych kardiochirurgów w kraju, kierownika Kliniki Kardiochirurgii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polski w Łodzi.


 

Jako pierwszy w Polsce zaczął operować noworodki, sprowadził ze Stanów Zjednoczonych nowoczesne metody leczenia wad serca u małych dzieci, był pionierem kardiochirurgii dziecięcej, specjalizującym się w trudnych i nietypowych operacjach. Zdobywca tytułu „Łodzianina Roku 2009” oraz międzynarodowej nagrody „Orderu Uśmiechu” (wspólnie z żoną, Jadwigą Moll). Urodził się w Poznaniu, praktykował w Zabrzu u prof. Zbigniewa Religi, ale wybrał Łódź. Przyjeżdżają do niego pacjenci z całej Polski (i nie tylko). Jego gabinet wyklejony jest laurkami i podziękowaniami małych pacjentów, a fora internetowe roją się od wzruszających historii i słów wdzięczności rodziców jego małych pacjentów: „To wspaniały, wielki człowiek”, „Jako jedyny lekarz w Polsce nie odebrał mi nadziei na uratowanie mojego dziecka”, „Posiada ogromny dar od Boga”, „Kocham go za to, że uratował mojego synka”, „Anioł w ludzkiej skórze”, „Człowiek o złotym sercu”, „To lekarz jakich znamy tylko z seriali” itp. Praca to jego pasja, a klinika to jego drugi (o ile nie pierwszy!) dom. Nie odpoczywa prawie nigdy, bo jak sam mówi, po trzech dniach urlopu już mu brakuje kliniki i chce wracać do „swoich” dzieci. Profesor Jacek Moll.
 
DzieciwŁodzi: Domyślam się, że kardiochirurgia to tradycja rodzinna, gdyż Pana ojciec również był wybitnym specjalistą. Jednak proszę powiedzieć co zadecydowało o tym, że postanowił Pan pracować z dziećmi?
 
Prof. Jacek Moll: Wyniknęło to w sposób naturalny, kiedy pracowałem w Zabrzu, w klinice prof. Zbigniewa Religi, potem trochę w Ochojcu z prof. Bochenkiem. Wprawdzie kontakt z dziećmi miałem już wcześniej, zaraz po ukończeniu studiów, gdy pracowałem w klinice mojego ojca, ale wtedy kardiochirurgia była czymś zupełnie innym - operowane były jednie starsze dzieci, z prostszymi wadami i z dużą śmiertelnością. Natomiast w ciągu tych paru lat kardiochirurgia w Stanach Zjednoczonych bardzo się rozwinęła i to mnie niezwykle interesowało. Gdy w klinice w Zabrzu zaistniała potrzeba operowania dzieci, prof. Religa zaczął myśleć o otwarciu kardiochirurgii dziecięcej w Zabrzu. Poparł moją fascynację metodami stosowanymi w Ameryce i wysłał mnie na staż do Stanów Zjednoczonych. Po powrocie, dzięki jego wparciu i zaufaniu w moje umiejętności, mimo początkowych sprzeciwów wielu kardiologów, którzy uważali, że brakuje mi doświadczenia, bo operowałem dotychczas tylko dorosłych, zacząłem operować dzieci. Można powiedzieć, że do mojej pierwszej operacji na dziecku zostałem wręcz zmuszony okolicznościami – mój mały pacjent był w bardzo ciężkim stanie i inni kardiochirurdzy stwierdzili, że operacja nie ma sensu, bo i tak jest on skazany na śmierć. Ja postanowiłem podjąć się tego zadania i dzięki temu dziecko żyje. To był moment przełomowy w moim życiu, właśnie od tego zdarzenia zacząłem operować najcięższe wady, którymi w tym czasie zajmowano się jedynie w Stanach Zjednoczonych - mam na myśli przede wszystkim operacje noworodków. Kiedy przeniosłem się do Łodzi, mimo propozycji pracy we Wrocławiu, w Matce Polce nie było jeszcze planowanej kardiochirurgii. Dopiero z prof. Pertyńskim z prof. Dębcową, będącą wtedy kierownikiem szpitala przy ul. Spornej, zdecydowaliśmy o stworzeniu takiego oddziału. I tak w ciągu tych 20-tu lat rozwinęliśmy tę kardiochirurgię dziecięcą, przede wszystkim noworodkową, czyli to, czego brakowało w Polsce i co było najbardziej nowoczesne, przywiezione ze Stanów Zjednoczonych.
 
 
 
DzieciwŁodzi: A zatem na gruncie polskim był Pan pionierem - samoukiem?
 
Prof. Jacek Moll: Trochę tak. Nie można było wtedy wyjeżdżać zagranicę, uczyłem się z książek oraz na zjazdach lekarzy, które nie wszyscy doceniają, a przecież kontakt ze specjalistami z ośrodków, posiadających najbardziej nowoczesną kardiochirurgię, jest niezwykle ważny. Niektóre operacje, jak transpozycje, czyli przełożenie dużych naczyń, wada ciężka i śmiertelna, jednak operacyjnie możliwa do zniwelowania (przywracamy dziecku prawidłową anatomię, można powiedzieć, że staje się ono całkowicie zdrowe), wymagają bardzo technicznej wiedzy i konieczne są wskazówki i rady doświadczonej osoby.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Nie boi się Pan podejmowania nietypowych, trudnych operacji, tych których inni kardiochirurdzy nie chcą robić?
 
Prof. Jacek Moll: Z jednej strony jest to bardzo trudne, a z drugiej strony bardzo łatwe. Mając świadomość, że jeżeli nie zoperujemy dziecka, to ono umrze, ta decyzja jest prosta - po prostu trzeba to zrobić i dać mu szansę. W tym zawodzie często posługujemy się statystykami - jeżeli śmiertelność przy danej wadzie serca wynosi 30-40% i nikt w Polsce nie chce się podjąć operacji, to robię ją ja. Oczywiście jeżeli się ona nie uda to i my, i rodzice dziecka jesteśmy rozgoryczeni, ale w pewien sposób byliśmy przygotowani na taką sytuację. Natomiast o wiele trudniej jest się pogodzić, gdy umiera dziecko z prostszą wadą, takie, które według wszelkich danych powinno przeżyć, tzn. z wadą, przy której śmiertelność wynosi 5-10%.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Czy praca z prof. Zbigniewem Religą miała również wpływ na Pana podejście do pacjentów?
 
Prof. Jacek Moll: Na pewno. Mieliśmy bardzo podobne podejście – trzeba zrobić wszystko, żeby uratować pacjenta. Pod tym względem doskonale się nam razem pracowało i znakomicie się rozumieliśmy. Co prawda kiedyś prof. Religa zbeształ mnie za to, że zrobiłem przeszczep serca u pacjenta, który był po reanimacji (szansa przeżycia jest wtedy prawie żadna). To był pacjent, który czekał na przeszczep serca i właśnie kiedy wreszcie je przywieziono do kliniki, jego stan się drastycznie pogorszył. Profesora nie było wtedy w Polsce, ale gdy się dowiedział o mojej decyzji, strasznie mnie skrzyczał. Dopiero gdy na pytanie, dlaczego to zrobiłem, odpowiedziałem: „bo byłem przekonany, że Pan by zrobił to samo”, zamilkł. Myślę, że dzięki temu podobnemu nastawieniu do pracy i pacjentów, oraz temu, że praktycznie mieszkałem w szpitalu, to właśnie mnie wybrał na swojego zastępcę. Przez jakiś czas nawet pracowaliśmy na zmiany - on przez pół tygodnia był w MSW w Warszawie, a ja rozpocząłem pracę w Łodzi.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Został Pan „Łodzianinem Roku 2009”. Proszę powiedzieć jakie to uczucie trzymać taką statuetkę i w końcu zostać docenionym przez swoje miasto?
 
Prof. Jacek Moll: Prawdę mówiąc nie spodziewałem się tej nagrody, bo jest tyle innych osób, które wiele robią dla Łodzi i są bardziej znane medialnie, a ja zajmuję się pewną wąską dziedziną. Myślę, że ludzie zaczęli bardziej interesować się moją działalnością na skutek nagłośnienia nagrody, którą otrzymaliśmy razem z żoną - Orderu Uśmiechu. Bardzo się cieszę, że Łodzianie tak mnie docenili, ale to co robię, jest częścią mojego życia i nie robi się tego dla pochwał, tylko dlatego, że tak trzeba.
 
 
 
DzieciwŁodzi: A czy spodziewał się Pan wyróżnienia w postaci Orderu Uśmiechu, nagrody międzynarodowej, której laureatami byli m.in. Jan Paweł II, Matka Terasa z Kalkuty, Dalajlama, Irena Sendlerowa itp.?
 
Prof. Jacek Moll: Dla mnie jest bardzo ważne, że razem z żoną znaleźliśmy się w tak dobrym towarzystwie. Muszę przyznać, że tej nagrody w pewien sposób się spodziewałem. Order Uśmiechu przyznano nam właściwie już w zeszłym roku, ale w wyniku problemów organizacyjnych otrzymaliśmy go dopiero teraz. Ten Order jest czymś nadzwyczajnym, ponieważ przyznali go nam rodzice dzieci, także tych, które zmarły, a ich uznanie jest dla mnie największym wyróżnieniem i satysfakcją. „Order Uśmiechu” jest ukoronowaniem naszej działalności z dziećmi.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Czy jest Pan w stanie w przybliżeniu powiedzieć, ile dzieci zawdzięcza Panu „uśmiech”, tzn. ile dzieci udało się uratować?
 
Prof. Jacek Moll: W ciągu tych 20 lat zoperowaliśmy ok. 9 tys. dzieci. Nie wszystkie przeżyły, ale śmiertelność była zdecydowanie większa w pierwszym okresie, kiedy dysponowaliśmy znacznie gorszym sprzętem, a kardiochirurgia była mniej rozwinięta. Śmiertelność wynosiła wtedy ok. 30%, aktualnie uważa się, że nie powinna być większa niż 10%, a w niektórych wadach, jak np. transpozycja zmniejszyła się z 20% do prawie zerowej. To jest ogromny postęp! Niestety aktualnym problemem jest to, że powinniśmy operować więcej, ale nasza klinika jest tak mała, że ciągle brakuje miejsc. Ministerstwo Zdrowia przyznało nam w tym roku specjalne dofinansowanie na jej przebudowę, a właściwie stworzenie nowego oddziału, mam nadzieję, że to będzie zrealizowane.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Jakim pacjentami są dzieci?
 
Prof. Jacek Moll: Bardzo różnymi. Dobrą rzeczą jest to, że szybko zapominają o cierpieniu i zazwyczaj nie boją się ponownie przychodzić na oddział. Można powiedzieć, że z jednej strony są trudniejszymi pacjentami, ale z drugiej o wiele bardziej „przyjemniejszymi”. Bardzo lubię pracować z dziećmi, chociaż bywają sytuacje niezwykle trudne, jeżeli się źle dzieje ze stanem malucha. Zazwyczaj unikam rozmów z dziećmi przed operacją, bo nie chcę mieć w jej trakcie wizji twarzy dziecka - trzeba się skupić na tym, co powinno się zrobić, a nie nad człowiekiem jako jednostką, która potencjalnie może zginąć. Niektórych dzieci przed operacją w ogóle nie badam, nie widzę, robią to moi koledzy, przedstawiają mi wszystko, robią badania, ja oczywiście muszę postawić diagnozę, zakwalifikować na dany zabieg, przedyskutować itp. Oczywiście inna sytuacja jest z dziećmi, które już kiedyś operowałem, ale nawet jeżeli powracają tu po roku, kiedy w miedzy czasie miałem 450 - 500 innych pacjentów, to mam znów do nich dystans. Również z ich rodzicami rozmawiam krócej niż inni kardiolodzy, oczekuję od nich pewnej deklaracji, czy zdają sobie sprawę z ryzyka danej operacji oraz z tego co by wynikało, gdyby dziecko nie było jej poddane, rodzice muszą akceptować taką sytuację. Emocje trzeba oddzielić w momencie kiedy się operuje pacjenta.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Porównuje Pan swój zespół do orkiestry, jesteście bardzo zintegrowani?
 
Prof. Jacek Moll: Integracja to podstawa funkcjonowania zespołu i musi być ona na wszystkich szczeblach, nie tylko ta z zespołem lekarskim, kardiochirurgów czy anestezjologów, ale także z pielęgniarkami, które nadal często się niedoceniane, a to od ich spostrzegawczości wielokrotnie zależy życie pacjenta. W Polsce jest bardzo niesprawiedliwy brak zróżnicowania płacowego pielęgniarek, gdyż na każdym oddziale ich zakres obowiązków jest inny, a te pracujące w naszej klinice mają o wiele więcej obowiązków, muszą m.in. dzieci przewijać, karmić, ważyć im leki i cały czas trzymać nad nimi pieczę.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Jak Pan spędza wolny czas?
 
Prof. Jacek Moll: Urlop najczęściej wykorzystujemy z żoną przy okazji zjazdów kardiochirurgów, zwłaszcza tych w bardziej odległych miejscach np. w Australii czy Stanach Zjednoczonych, do których jeżdżę regularnie, bo jestem członkiem dwóch towarzystw, w tym dosyć elitarnego Towarzystwa im. prof. Lillehai’a, którego członkami są jego uczniowie, a ja należę do ich drugiej generacji (mój ojciec szkolił się u niego). Razem z żoną lubimy narty, ona wprawdzie jest bardziej wprawioną narciarką i zawsze czuje niedosyt, a mnie trzy dni jazdy wystarczają, zaczynam się nudzić. Moja żona marzy o jakiejś dłuższej podróży, gdyż nigdy nie byliśmy na wakacjach trwających ponda tydzień - po siedmiu dniach bez kliniki źle się czuję, dla mnie to za długo.
 
 
 
DzieciwŁodzi: Panie Profesorze, przeczytałam w Internecie wiele wspaniałych opinii na Pana temat oraz wzruszających historii ludzi, którzy są Panu wdzięczni za niesamowity „talent naprawiania serc” oraz empatię z jaką ich Pan traktował. Właśnie w ich imieniu chciałabym Panu podziękować za to co Pan robi. Dziękuję bardzo za rozmowę.
 
Prof. Jacek Moll: Ja również dziękuję.
 
 
 
wywiad przeprowadziła Anna Matusiak
 
Komentarze
Babcia małego Stasia
2013-03-17 09:13:24 UTC
Bardzo dziękuję
Bardzo dziękuję Panu Profesorowi za uratowanie życia mojemu wnuczkowi - operacja 6 marca 2013 roku - przełożenie wielkich pni Jeszcze raz dziękuje i pozdrawiam z Borów Tucholskich
nieznany
2013-12-28 19:28:27 UTC
komentarz
są jednak dzieci, które zmarły po operacji, która wg Pana Profesora powinna się udac, rozmawiaj Panie Profesorze, trzeba zawsze, nawet 15 lat. temu warto było.
cc
2014-07-15 15:34:57 UTC
nie polecam Molla
Gdyby nie doktor Moll moja chrześniaczka by dziś żyła. 3 letnie dziecko jechało w zasadzie w pełni sprawne na operację. A ten lekarz zoperował jej tak serce, że już następnego dnia nie żyła. Nie potrafił przywrócić stanu poprzedniego serca. Wg niego wszystko się udało, tylko moja kochana chrześniaczka nie zareagowała prawidłowo i zmarła. W tym tygodniu po operacjach Molla zmarło jeszcze 4 czy 5 dzieci. Taki to specjalista. Do rodziców: nie dajcie sobie wmówić choroby serca dziecka. Niech żyje bez operacji, niekiedy takie wady same się naprawiają. Doktor Moll nie ponosi za operację żadnej odpowiedzialności.
pacjentka
2014-10-15 14:41:38 UTC
bardzo dobry lekarz
20 lat temu byłam operowana przez profesora Molla który jako jedyny zgodził się podjąć operacji mojej wady serca. Mimo że byłam konsultowana z lekarzami z Centrum Zdrowia w Warszawie i Zabrzu to żaden z tych osławionych ośrodków nie zgodził się mnie przyjąć. Wiem że wielu osób nie udało mu się uratować i jestem w stanie zrozumieć cierpienie rodzin tych pacjentów, ale myślę że takie sytuacje zdarzają się wszystkim chirurgom, że nawet pomimo niewielkiego ryzyka dochodzi do komplikacji i dziecko umiera. Uważam jednak że profesor Moll jest świetnym lekarzem, który stara się pomóc nawet w przypadku ciężkich wad serca.
KINGA I SEWERYN łAZEWSCY
2015-08-16 21:07:10 UTC
ADA ŁAZEWSKA
KOCHANY PANIE PROFESORZE. z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJEMY PANU ZA OPARACJĘ NASZEJ CORECZKI ADRAIANNY W DNIU 20 LIPCA 2015 ROKU.DZIĘKUJEMY,PANU, ZE ZNÓW JESTEŚMY SZCZĘŚLIWI WIDZĄC JEJ CHĘC DO ŻYCIA.NIECH PANA, PAŃSKĄ ŻONĘ PROF.JADWIGĘ, SYNA DRA MACIEJA BOG BLOGOSLAWI, DAJĄC WAM WIELE SIŁ DO CZYNIENIA DOBRA I PRZYWRACANIA DZIECIOM NADZIEI NA ZDROWE ŻYCIE A RODZICOM RADOŚCI I WDZIĘCZNOŚCI ZA TAKICH LEKARZY JAKIMI JESTEŚCIE KOCHANI PROFESOROWIE MOLLOWIE.PRZESYŁAMY PANU NAJLEPSZE ŻYCZENIA Z OKAZJI ZBLIŻAJĄCYCH SIĘ IMIENIN. WDZIĘCZNI RODZICE KINGA, SEWERYN ŁAZEWSCY Z SOCHACZEWA Z RADOSNĄ I WDZIĘCZNĄ CÓRECZKĄ ADRIANNĄ.
Winstonflors
2017-02-04 23:59:11 UTC
new
thanks towards this countless revealing website, living up the skilled position check out this <a href=http://onlinecasinos-x.com>casino</a> offers
Amos
2017-10-05 23:23:25 UTC
loans for students online payday loans ohio top ten payday loan companies
loans for students online payday loans ohio top ten payday loan companies
Dodaj komentarz
Autor
Tytuł
Treść

Patronaty

Łódź dla dzieci, Łódź dzieciom
Bałucki Ośrodek Kultury zaprasza amatorskie teatry dziecięce i młodzieżowe działające w szkołach podstawowych, gimnazjach, ośrodkach kultury i świetlicach do udziału w 35. Ogólnopolskim Przeglądzie Teatrów Dziecięcych i Młodzieżowych „Dziatwa”.

Facebook

Wydarzenia

Aby zobaczyć wydarzenia kliknij na dany dzień.

Wyszukiwarka